Afera z Kacprzykiem to dopiero początek? "Może być więcej"
Portal Zero ujawnił, że w Szpitalu Południowym w Warszawie (który jest własnością miasta) funkcjonowała specjalna ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. "Polityczni VIP-owie nie musieli czekać na przyjęcie, mieli wykonywany ogrom badań, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej, a oczekiwanie na wynik mogli sobie umilić w specjalnie wydzielonym dla nich pomieszczeniu" – relacjonował Patryk Słowik. Na prośbę internautów dziennikarz opublikował w serwisie X zdjęcia saloniku dla VIP-ów na SOR.
Koordynatorem SOR-u w stołecznym Szpitalu Powiatowym był Dawid Kacprzyk, 28-letni radny dzielnicy Ursus, który we wtorek złożył rezygnację z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, a w środę został zwolniony z pracy w placówce medycznej. W ostatnim czasie oburzenie wywołało oświadczenie majątkowe lekarza, z którego wynika, że tylko w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł.
Może być więcej takich przypadków? Zgorzelski o aferze
Piotr Zgorzelski z PSL zwraca uwagę, że przypadek Kacprzyka wyszedł na jaw wyłącznie dlatego, że był również radnym KO i był zmuszony złożyć oświadczenie majątkowe. Jednak podobnych przypadków może kryć się znacznie więcej.
– Dobrze wie pan redaktor, rozmawialiśmy chwilę przed programem, że to jest po prostu jeden przypadek lekarza-radnego KO, który wyszedł ze względu na to, że lekarz był radnym i musiał złożyć oświadczenie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jest takich przypadków więcej, że lekarze, którzy są jedynymi w regionie i dyrektor szpitala tak naprawdę ma średni wybór albo nie ma żadnego, żeby albo zatrudnić anestezjologa tego,który kładzie na stole takie pieniądze, albo stanąć przed widmem braku możliwości przeprowadzania operacji, to pewnie ci dyrektorzy takie decyzje podejmują – stwierdził Piotr Zgorzelski w Polsat News.